Annabeth
Obudziłam się w dziwnym pokoju. Chociaż nie. Sam pokój nie był dziwny. Ładnie urządzony, na jednej ze ścian ogromna fototapeta przedstawiająca plaże nad oceanem. Ściany w odcieniach bieli, szarości i błękitu. Wielkie dwuosobowe łóżko, które było tak wygodne, że nie chciało się z niego wychodzić.
Zaspana przetarłam oczy nadgarstkiem. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Atena, Posejdon, Percy walczący z Ateną. Oraz jedno. Najwyraźniejsze z nich wszystkich. Przeszywający ból, jakby ktoś wbijał ci tysiące gwoździ w całe ciało. Nie byłam w stanie uwierzyć jak własna matka, którą całe życie uważałam za autorytet zrobiła to co zrobiła. Do tego z tak błahego powodu. Bo przecież jej córka nie może się spotykać z dzieckiem Posejdona. Ta zniewaga krwi wymaga! Jej mała (duża) córeczka brata się z wrogiem.
Nawet nie zwróciłam uwagi, a z moich oczu popłynęły strużki słonych kropli.
Percy
Stukot kopyt Chejrona otrzeźwił mnie całkowicie. Tak jak obiecał pojawił się w dzień urodzin. No ale to przecież Chejron on zawsze dotrzymuje obietnic. Swoją drogą ciekawe co za misje ma dla nas.
- Witajcie. Percy wiesz, chyba, że pojawism się tutaj aby ogłosić cel misji, którą zleciłem tobie i jednemu z twoich znajomych tu obecnych- Jego donośny głos echem roznosił się w ogrodzie.
- Dzień dobry Chejronie. Miło cię znowu zobaczyć. - uśmiechnąłem się do Centaura.
Niestety mój rozmówca chyba nie podzielał mojego humoru. Na jego twarzy nadal gościła powaga.
- Słyszałem, że mieliście gości. - zaczął - wiem też, co stało się z Annabeth. Gdzie ona jest? Chciałbym sprawdzić czy nic jej nie dolega.
- Jest w moim pokoju. Jest raczej w dobrym stanie fizycznym, ja bardziej martwię się o jej psychikę - odparłem ze smutkiem w głosie - Mimo tego zaprowadzę cię do niej. Będę się pewniej czuł kiedy ty wydasz opinie.
Ruszyłem w stronę domu dając zapraszający gest w stronę Chejrona. Podszedł do mnie, a za nim jeszcze nasi znajomi. Wszyscy chociaż nie jestem pewien czy to dobry pomysł, ale Centaur nie powiedział słowa sprzeciwu więc siedziałem cicho.
Wspinając się po schodach na górę przystanąłem. Wsłuchiwałem się przez chwilę w cisze i usłyszałem szloch. Ktoś płakał, tylko kto?
Użalając się nad swoją głupotą dałem sobie w myślach plaskacza w czoło.
Percy, boże człowieku przecież to Annabeth pewnie się obudziła. Bez chwili zastanowienia ruszyłem w te pędy, potykając się o dywanik rozłożony na schodach. Nie mrugnąłem, a już leżałem wyciągnięty jak długi na ziemi. Szybko wstałem i kontynuowałem swój szaleńczy bieg.
Będąc pod drzwiami pokoju zatrzymałem się i lekko je uchyliłem. Zajrzałem do środka. Moja Ann'ie siedziała z kolanami podkulonymi pod brodą na łóżku, a z jej oczu hektolitrami wylewały się łzy. Czułem, że wszyscy już są za mną. Nie czekając chwili dłużej wszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku obok zapłakanej dziewczyny.
Ta kiedy tylko podniosła na mnie mętny wzrok, od razu wtuliła się we mnie, mocząc łzami moją koszulkę.
- Hej. Wszystko w porządku? - szepnąłem jej do ucha.
Nie odpowiedziała mi tylko poruszała głową w górę i w dół dając niemą odpowiedź - Tak.
- Ej, nie płacz - zagadnąłem - przejdziemy przez to razem. Hm??
Kolejne potwierdzające skinienie.
- Przepraszam - wyszeptała po raz pierwszy podczas naszej rozmowy.
- Za co mnie przepraszasz? - nie ukrywałem zdziwienia.
- Za koszulkę - wychrypiała.
Osunąłem ją delikatnie od siebie. Po czym oddałem się atakowi śmiechu.
- I z czego się śmiejesz kretynie? - powiedziała zirytowana Ann.
- Bo... haha... masz tysiące... haha... problemów...haha... a przepraszasz mnie... haha... za poplamienie... koszulki... haha... łzami. - nie mogłem przestać się śmiać.
- Haha, no bardzo zabawne. - burknęła obrażona.
Spojrzałem na nią z chęcią przeprosin ale gdy tylko to zrobiłem, jak na zawołanie znowu zacząłem się śmiać jak debil. Ale w końcu mam glony zamiast mózgu. Po takich ludziach jak ja nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.
- Kretyn - burknęła pod nosem dziewczyna patrząc na mnie z pobłażaniem.
O nie! Od kretynów nie będzie mnie wyzywać. Natychmiast przestałem się śmiać. W mojej głowie już pojawił się plan działania. W stronę niczego się niespodziewającej dziewczyny poleciał strumień zimnej wody, pobranej z pobliskiego kranu.
Podczas wodnego ataku przymknęła oczy. Kiedy je otworzyła, zdecydowanie wolałem żeby zamknęła je z powrotem. Płynął w nich ogień.
Rzecz jasna nadal miały swój szary kolor, ale z dodatkiem czegoś.
Z dodatkiem zemsty. Przy tych oczach to się nawet Nemezis chowa. Spojrzenie blondynki przeniosło się na mnie. Na jej ustach błąkał się delikatny uśmieszek.
O dziwo nawet się do mnie nie zbliżyła (na razie). Wstała z łóżka i z uśmiechem na twarzy podeszła do Thali. To nie jest normalne ona coś musi kombinować.
- Thalia! - wykrzyknęła - Jak dobrze, że tutaj jesteś. Masz może tą swoją monetę??
- Oczywiście, jak zawsze. Ale dlaczego pytasz? - odparła Thalia.
- Mogłabyś mi ją na chwilę pożyczyć? Zaraz oddam. - uśmiechnęła się niewinnie.
Cholera, jeśli jest tak jak myślę, a raczej wróżbita Percy zawsze dobrze myśli. To cały mój dobytek zapisuje mamie.
Pewnie spytacie o jaką monetę chodzi? Kiedy Thalia zobaczyła u swojego brata Jasona, monetę która po podrzuceniu zmienia się w miecz lub włócznie, w zależności od tego czy wypada orzeł czy reszka. Obie bronie są wykonane z cesarskiego złota. Też chciała taką mieć.
- Oczywiście. - Thalia podała Ann monetę.
- Dzięki.- odparła dziewczyna - Okej, więc Josh i Clairy. Specjalnie dla was przyspieszony kurs szermierki. W stopniu bardzo zaawansowanym. - uśmiechnęła się chytrze.
Nie! Nie! Nie! Czy ona jest niezniszczalna? Przed chwilą była w totalnej rozsypce, a teraz chce ze mną walczyć. Świetnie! Po prostu świetnie!
- Nie no ty sobie żartujesz? - zapytałem - Przecież ludzie ze stali nie istnieją!
- A jednak jestem Glonie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim!
W pierwszej kolejności dziękuje za wszystkie komentarze pod rozdziałami!
Dla was to tylko chwilka, a kiedy tylko zaczęłam je czytać powróciła chęć do pisania.
Rozdział miał być w czwartek, ale jest dzisiaj. Tak się rozkręciłam, że mała głowa.
Kolejny rozdział jeszcze w tym tygodniu.
Pa!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!
/Chmurka
Rozdział powstawał przy tej piosence.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz