piątek, 29 kwietnia 2016

Rozdział 10

Percy
W ogrodzie stał nikt inny jak Atena. A zaraz obok niej kto??
Nie zgadniecie! Mój ojciec, Posejdon stał sobie właśnie z Ateną w moim ogródku. Wiedziałem co to oznacza. Kiedy poczułem mocniejszy uścisk na mojej ręce wiedziałem, że Ann ma pietra. Bała się, ale miała do tego pełne prawo. Rodzice są zapewne wściekli. Bo przecież przyjaźń może jeszcze ale byle by nie więcej bo zabiją.
Było cicho. Przeraźliwie cicho. Wiecie taka cisza przed burzą, takie ciche pikanie przed wybuchem bomby.
- Ojcze. - postanowiłem przerwać ciszę. Przecież nie będę do końca życia przed ojcem uciekał. - Pani Ateno. Co was sprowadza?
- Witaj córko. Witaj Perseuszu. Doskonale zdajesz sobie sprawę co nas tu sprowadza - jej wyniosły ton ani trochę mnie nie onieśmielił.
- Witaj matko. Panie Posejdonie. - tym razem próba Annabeth - Nawet jeżeli Percy wie w związku z czym się tutaj pojawiliście, ja tego nie wiem, a wyrażam chęć poznania tego powodu. - od jej oficjalnego języka miałem papkę w mózgu.
- Pojawiliśmy się tutaj, ponieważ chcemy się dowiedzieć jak długo zamierzacie to ciągnąć. Rozumiem jesteście młodzi. Chcecie spróbować. Szybko się znudzicie, ale my nie mamy zamiaru tego tolerować. Jeśli... 
- Wybacz ojcze, że ci przeszkodzę, ale czy mógłbyś sprecyzować o czym mówisz?? - wpadłem mu w pół słowa.
- Oczywiście o tobie i mojej córce.. Herosie. - ostatnie słowo wypluła jakby to była najgorsza obraza.
- Więc jak już mówiłem...
- Ostrzegam cię ojcze cokolwiek chcesz powiedzieć nie będziesz mi mówił co mam robić - warknąłem i popatrzyłem mu twardo w oczy.
- Owszem będę ci mówił co masz robić. Jesteś moim synem i musisz się mnie słuchać. - odpowiedział Posejdon.
- Masz racje jestem twoim synem a nie pracownikiem żeby być na każdy twój rozkaz.
- Jak się do mnie odnosisz?! Jak śmiesz!? Jestem bogiem ja mogę wszystko! - wykrzyknął.
- Przypominam ci, że bogowie już raz proponowali mi nieśmiertelność, a ja odmówiłem. Po drugie gdyby nie tacy herosi jak my a zwłaszcza ci obecni w tym ogrodzie nie istnielibyście! - teraz ja też krzyczałem. - więc nie śmiej mi rozkazywać z kim mam się spotykać z kim nie!
- Co ty możesz herosie. Masz zostawić moją córkę w spokoju, albo skrzywdzę ją a ty będziesz się o to obwiniał.
- Nie zrobisz tego. Już ja o to zadbam. - odparłem.
- Percy daj spokój z nimi nie wygrasz. - Ann pociągnęła mnie za rękę.
- Nie Ann jeszcze nie skończyłem. Nie będziecie mi mó... - nie dokończyłem. W jednej chwili Annabeth leżała na ziemi wijąc się w spazmach bólu a Atena uparcie się w nią wpatrywała. Zadawała jej tortury siłą umysłu.
- Zostaw ją dobrze ci radzę. 
Nic. Atena jak sobie stała tak sobie stoi.
- Powiedziałem zostaw ją!
BUM! Kran od węża ogrodowego eksplodował. Byłem wściekły, zły, podłamany i kompletnie nie wiedziałem co zrobić.
Nadal zero odzewu. Wiedziałem , że nie odpuści. Była tak uparta jak Ann'ie.
- Czy ty jesteś głucha czy głupia?! Powiedziałem, że masz  ją zostawić do cholery!
Wokoło mnie zebrała się ogromna fala wody. Usłyszałem kilka westchnień.  Atena zaprzestała wpatrywania się w Annabeth. Dziewczyna lekko się uspokoiła, ale była wyczerpana.
Popchnięty impulsem wyciągnąłem z kieszeni długopis. Odetkałem go i w mojej ręce lśnił już długi idealnie wyważony miecz z niebiańskiego spiżu. Ruszyłem w kierunku bogini najpierw chlustając w jej twarz falą. Ojciec nie miał zamiaru pomagać Atenie. Ona też to zauważyła. Po chwili w jej ręce również pojawił się miecz. Wszyscy patrzyli ze zdziwieniem i zainteresowaniem na dalszy przebieg zdarzeń. 
Byłem już po wystarczającą blisko bogini. Wziąłem zamach Orkanem, a ona w porę zdążyła się uchronić przed ciosem. W jej oczach pojawiła się wściekłość wywołana moją odwagą. Chciała się zamachnąć lecz ja miałem co do tego trochę inne plany. Wytrąciłem miecz z jej reki i ująłem go w swoją lewą dłoń. Jedno z ostrzy przyłożyłem z tyłu jej głowy a drugi z przodu, tak że była unieruchomiona. Na twarzy Ateny zapanowało zdezorientowanie. Nie spodziewała się, że pokonam ją w ten sam sposób jak jej córkę.
- Zapamiętaj sobie. Nikt nawet ty czy którykolwiek z Bogów nie będzie bezkarnie krzywdził mnie, moich przyjaciół czy rodziny. Teraz z laski swojej spływajcie. I tak już zepsuliście nam imprezę. - warknąłem tak, że wszyscy w ogrodzie usłyszeli.
Upuściłem miecz u stóp bogini. Po chwili już jej nie było.
Podszedłem do miejsca gdzie teraz siedziała Annabeth. Thalia trochę się nią zajęła więc wyglądała już nieco lepiej.Usiadłem obok, a dziewczyna z całej siły się we mnie wtuliła. Odwzajemniłem uścisk i zamknąłem ją w swoich ramionach.
- Już nic ci nie zrobi. Słyszysz? - szeptałem jej do ucha - Nie pozwolę żeby ktokolwiek zrobił ci krzywdę.
Kołysałem ją lekko w swoich ramionach. Robiła się coraz cięższa. Zasypiała.
- Chcesz pójść do mojego pokoju? - zapytałem delikatnie - Położysz się. Jesteś wyczerpana powinnaś odpocząć.
Wziąłem ją na ręce. Udałem się w stronę domu, a Annabeth już zasypiała w moich ramionach. widziałem pytające spojrzenie przyjaciół więc dałem bezgłośnie znać Thalii, że Ann zasnęła i idę ją położyć. Skinęła tylko głową.
Wszedłem do pokoju po schodach. Jedną ręką zdjąłem wszystkie rzeczy z łóżka. Odłożyłem na nie dziewczynę. Złożyłem na jej czole delikatny pocałunek. Już miałem wychodzić, ale usłyszałem:
- Nie wychodź. - miała bardzo zachrypnięty głos - Chce żebyś został. Proszę.
Bez słowa podszedłem do łóżka i ułożyłem się koło niej. Przytuliłem ją do siebie i delikatnie gładząc ją po plecach czekałem aż zaśnie. 
Za długo się nie naczekałem. Już po jakiś 10 minutach, smacznie spała.
Jak najdelikatniej, tak żeby jej nie obudzić wyswobodziłem się z uścisku. Zamknąłem drzwi pokoju i zszedłem na dół. Czekali na mnie. Usiadłem na ławeczce i ukryłem twarz w dłoniach.
- Wiedziałem, że coś wymyślą, ale nigdy w życiu nie pomyślałbym, że Atena posunie się do czegoś takiego. - wydukałem.
- Myślę, że nikt z nas się tego nie spodziewał. Annabeth była jej ulubioną córką. - pociągnęła dalej Thalia.
- Najwyraźniej była ulubiona tylko dlatego, że uratowała Olimp razem z nami.
- Nie mów tak. - Wtrąciła Hazel.
- Dlaczego? Jestem pewien, że Atena nie zawahałaby się jej zabić gdyby była taka potrzeba. - Złość we mnie wzrastała.
-Nie zrobiłaby tego.
- Zrobiłaby i to tylko dlatego bo jest pokłócona z moim ojcem o jakieś gówno od tysięcy lat!
Usłyszałem stukot kopyt. Do diaska skąd tu stukot kopyt?
Do ogrodu wkroczył Chejron z kołczanem na plecach.   


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Sorki, że tyle mnie nie było.
Tym razem również mam dla was rozdział.
Jeśli ktokolwiek to czyta ( w co wątpię) niech da o sobie znak w komentarzu. Krytyka również mile widziana. Jeśli też piszecie jakieś blogi o Percy'm z chęcią wpadnę.
Na razie!
/Chmurka

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 9

Percy
Annabeth po jakiejś chwili seszła na dół. Pod pachą niosła wielkie pudło. Podeszła do mnie i s cichym wszystkiego najlepszego wręczyła mi je.
Odłożyłem je obok reszty prezentów aby później je otworzyć.
Usiadła po drugiej stronie stołu i zaczęła zawzięcie dyskutować z każdym oprócz mnie. Unikała mojego wzroku jak ognia. Była wściekła. Musiała być w moim pokoju, ponieważ była ubrana w moje ciuchy. Stwierdziłem, że nie będziemy przecierz siedzieć cicho do końca urodził.
- Jesteś zła?? - zagadnąłem ją. Zrobiło się cicho.
Patrzyła na mnie bez wyrazu.
- Tak - znowu zero emocji.
- Przepraszam okay?? Wybaczysz mi? - uśmiechnąłem się lekko.
- Słabe te przeprosiny. Postaraj się. Dobrze wiesz o co mi chodzi. - ona też usmiechneła się słabo.
O co jej może chodzić?? Jak zwykle coś wykombinuje. Chyba, że... No jasne chciała żebym jej zagrał. Była Przecierz u mnie w pokoju musiała widzieć gitarę. Cwana bestia. No ale przecierz to córka Ateny. Co się dziwić. Wstałem z krzesła i z szybkością światła pobiegłem do pokoju. Wziąłem instrument z łóżka po czym z powrotem zbiegłem na dół. Wszyscy patrzyli na mnie z zaskoczeniem, ponieważ nikt nie wiedział, że gram. Usiadłem na przeciwko Ann. Już miałem zacząć grać, ale przerwała mi mówiąc:
- Najpierw otwórz prezent. - miała nieodgadniony wzrok.
Podszedłem do największej paczki, wziąłem ją ze sobą i z powrotem usiadłem na krzesełku. Wszyscy wyczekiwali co będzie w środku. Zerwałem papier i zaniemowiłem. W środku znajdowała nowiutka czarna gitara. Patrzyłem na nią i nie mogłem uwierzyć.
- Podoba się?? - spytała.
- Jest świetna. Tylko... Skąd ty wiedziałaś?? To miała być niespodzianka z tym kursem gry. Ty maiałaś nie wiedzieć Ja... - wziąłem głęboki oddech - dziękuje. Ale mama i tak zginie. Na 100% maczala w tym palce. - zagroziłem.
- Nie zabijaj Pani Jackson. Jest taka miła. - zaśmiała się Ann.
Nadal siedziałem wpatrzony w gitarę.
- No miałeś przepraszać - ponagliła mnie blondynka.
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko. Oparłem nogi o krzesło i zacząłem grac melodię piosenki. Nawet na chwilę nie spóściłem wzroku z Ann. Nim się zorientowałem zacząłem śpiewać słowa piosenki. Wszyscy zdawali sobie sprawę do kogo jest zaadresowana  ta piosenka. Dopiero w połowie piosenki Annabeth zorientowała się o czym ona jest. Jak oparzona wstała z krzesła i pobiegla do domu. Szybko Podhalem Nico' wi gitarę i pobiegłem za nią. Siedziała tak jak przypuszczałem w moim pokoju na łóżku i wpatrywała się tempo w ścianę. Usiadłem przed nią na łóżku.
- Co się stało? Dlaczego wybiegłaś?? - spytałem.
- Chodzi o to, że ja już wcześniej coś... No coś więcej niż przyjaźń. Dzisiaj jak pocalowałeś mnie w tym basenie, a później nic nie powiedziałeś. Myślałam, że to był po prostu impuls. Że w ogóle tego nie chciałeś. - zrobiła przerwę - Teraz ta piosenka. Nie wiem co mam myśleć. - ukryła twarz w dłoniach.
Podszedłem do niej i ją przytuliłem.
- Spójrz na mnie. - złapałem ją za podbrudek i obrociłem jej twarz w moją stronę - Musisz wiedzieć, że kiedy dostałem SMS'a, w którym napisalaś, że nie przyjedziesz. Załamałem się z lekka. Jeszcze do tego kilka chwil wcześniej nawrzucałem takiej jednej, że się do mnie przystawia. - zrobiłem przerwę. - później ta wiadomość... Wykrzyczałem wtedy Nico'wi w twarz, że cie kocham. Nie mogłem dłużej samego siebie okłamywać. Po prostu... - nie powiedziałem juz nic więcej. Nie to, że nie chciałem. Raczej nie mogłem. Byłem zbyt zajęty oddawaniem pocałunków Annabeth. Robiło się coraz gorącej. Oparłem Ann plecami o chłodną ścianę. Cały czas całując. W końcu oderwaliśmy się od siebie. Nasze nosy się stykały. 
- Co teraz?? - zapytała.
Uśmiechnąłem się lekko. Złapałem ja za policzki.
- Annabeth Chase, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną?? - popatrzyłem jej głęboko w oczy.
- Tak! - jej oczy wręcz tańczyły ze szczęścia.
Skradłem jej ostatni pocałunek z lekkim uśmiechem.
- Schodzimy na dół?
- Raczej nie mamy wyjścia. W końcu twoi goście nie mogą czekać.
Trzymając się za ręce zeszliśmy na dół. Wszyscy byli zdziwieni. Włącznie z nami. Inni, ponieważ trzymaliśmy się za ręce  jak się domyśliłem, a my bo w ogrodzie pojawił się jeszcze ktoś. A w zasadzie dwie osoby.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć i czołem. 
Dzisiaj trochę krócej. No cóż mówi się trudno i płynie się dalej.
W następnej notce trochę się zadzieje, ale o tym przekonanie się sami
Do następnego rozdziału. Cześć!
/Chmurka

sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 8

Percy
Minęło już kilka dni odkąd Josh został uznany. Codziennie przez 2 godziny razem ćwiczyliśmy szermierkę. Dni mijały mi niesamowicie szybko, tak szybko jak człowiekowi, który popada w rutynę. Przez te kilka dni codziennie atakowały nas potwory. Za każdym razem wychodziliśmy z walki bez szwanku, a Josh z każdym dniem stawał się coraz lepszy. Stwierdziliśmy, że powiemy Clairy prawde kim jesteśmy. Przyjęła to nadzwyczaj dobrze.
Dziś jest dzień moich urodzin. Jest piękna pogoda, co postanowiłem wykorzystać. W ogrodzie stał długi drewniany stół, na którym poukładaliśmy różne przekąski. Przefiltrowalem wodę w basenie tak aby była czysta i można było się w niej kapac. Kiedy zakończylismy przygotowania razem z Nico, Clairy, Josh'em i Hazel czekaliśmy na resztę gości. Jako pierwsi pojawili się Jason i Piper. Później Thalia i Leo, a na samym końcu Frank. Wszystkich przedstawiłem sobie wzajemnie, a do każdego imienia z wyjątkiem Clairy dodałem informacje o boskim rodzicu. Nikt nie zapytał gdzie Annabeth, z czego pardzo się ucieszyłem. Wolałem nie poruszać tego tematu. Tak było po prostu lepiej. Każdy rozsiadł się wygodnie na swoim miejscu. Ja jako solenizant usiadłem po środku plecami do wejścia tarasowego.

Annabeth
Właśnie dojechałam pod dom Glonomóżdżka. Po cichu zapukałam do drzwi tak żeby nikt z ogrodu nie usłyszał. Wszystko było idealnie zaplanowane a ja nie mogłam tego zepsuć. Pani Jackson została juz wczesniej poinformowana o tym, że jednak przyjadę. Na palcach przeszłam przez dom i zatrzymałam się w przejściu tarasowym. Thalia zawiesiła na mnie swoje zdziwione spojrzenie. Bezgłośnie dałam jej znak żeby się nie odbywała. Wyjełam telefon z kieszeni i wysłałam, krótką wiadomość do Percy'ego. Jej treść brzmiała:

" Mam nadzieje, że nie jesteś smutny dlatego, że nie przyjechałam?"
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.

" Nie martw się o mnie. Wcale nie jestem smutny. "

Wiedziałam, że kłamie. Miał nieobecne spojrzenie jak zawsze kiedy się smucił. Teraz już wszyscy posyłali w moją stronę ukradkowe spojrzenia. Dobra. Teraz albo nigdy.
- Mama cię nie nauczyła Jackson, że nie wolno kłamać?? - w moim głosie był odrazu wyczuwalny sarkazmu - Nie łazrobilonie. Nie ładnie.
Nadal siedział do mnie tyłem. Nikt nie ważył się odezwać. Do Percy'ego dopiero teraz dotarł sens słów. Gwałtownie wstał z krzesła niemal je przywracając. Odwrócił się w moja stronę i spojrzał prosto w oczy. Posłałam mu pełen życzliwości uśmiech, który on odwzajemnił. Usta miał szeroko otwarte co wyglądało komicznie.
- Zamknij buzie bo ci mucha wpadnie - zaśmiałam się szczerze.
Przez chwilę stał tak jeszcze, aż w końcu się odezwał.
- Co ty tutaj robisz?? - wyjąkał.
- Stoję.- odparłam inteligentnie na co kilka zebranych osób parskneło.
- Zauważyłem. Tylko dlaczego nie jesteś w San Francisco?
- Ponieważ jestem tutaj. - znowu kilka parsknięć - od zawsze wiedziałam, że dostałeś glony zamiast mózgu w prezencie od ojca, no ale bez przesady.
Wiele nie czekając pokonałam dzieląca nas odległość kilkoma krokami i wtuliłam się mocno w Percy'ego. On w odpowiedzi przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej i zamknął w niedźwiedzim uścisku. Trwaliśmy tak przez chwile po czym odsuneliśmy się od siebie. On nadal patrząc mi w oczy powiedział rozbawiony:
- Zobaczysz dostanie ci się kiedyś za te glony - zagroził.
- Ciekawe co możesz mi zrobić? - zapytałam zaciekawiona.
- Chcesz się przekonać? Będzie jak za starych dobrych czasów. 
Zaczął się do mnie zbliżać. Właśnie zdałam sobie naprawę z tego co miał na myśli. Moje źrenice gwałtownie się rozszerzyły. W akcie desperacji zaczęłam cofać się do tyłu.
- Nie Percy proszę nie mam ubrań. Proszę! - błagałam go chociaż wiedziałam doskonale, że to nic nie pomoże. Znajomi z obozu również wiedzieli co się zaraz stanie. Tylko pozostała dwójka zastanawiała się o co może chodzić.
- Teraz to już za późno.
Wyszułam pod plecami nagrzaną od słońca ścianę. Świetnie!! To koniec. Podszedł do mnie schylił się i złapał mnie w okolicy kolan. Podniósł a następnie przerzucił sobie przez ramie. Odwrócił się w stronę basenu i zaczął biec. Przy krawędzi wyskoczył w powietrze i oboje wpadliśmyndo wody. O dziwo nie wynurzyliśmy się z wody. Percy utworzył wokół nas bańkę powietrza. Spojrzał mi w oczy i...wpił się w moje wargi. Z początku byłam zbyt zaskoczona żeby cokolwiek zrobić ale już po chwili z niemałą zachłannością oddałam pocałunek. Po jakimś czasie oderwalismy się od siebie i wypłyneliśmy na powierzchnię. Nie czekając na to co zrobi Percy. Wyszłam z basenu i nie patrząc na nikogo weszłam do domu. Odrazu pognałam do pokoju Percy'ego wzięłam z szafy czysty podkoszulek chłopaka i spodenki do surfowania, kiedy się przebrałam zeszłam z powrotem na dół.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po raz kolejny witam was z nowym rozdziałem! W końcu pojawia się Percabeth. Piszcie czy chcecie kolejne rozdziały z perspektywy Ann.

/Chmurka

Rozdział 7

Percy
W naszym ogrodzie stały trzy Erynie. W ekspresowym tempie porwałem z szafki nocnej Orkan i wybiegłem z pokoju. zbiegłem po schodach na dół.
- Nico, Hazel szybko!! W ogrodzie są Erynie!!
Już po kilku sekundach całą trójką staliśmy przy drzwiach gotowi do wyjścia.
- Okay. Ja biorę tą z prawej strony, Nico z lewej, a ty Hazel tą pośrodku - wydałem polecenia.
Po schodach zbiegła mama, ale my już wybiegliśmy z domu. Nie było czasu na wyjaśnienia. Zakradliśmy się do ogrodu, tak cicho żeby potwory nas nie usłyszały. Ustawiliśmy się na pozycje i jak jeden mąż ruszyliśmy do ataku według planu, który wcześniej opracowaliśmy. Ciąłem swoją bestię w miejsce gdzie skrzydło zaczynało wyrastać z jej ciała i uciąłem je. Stwór zawył przeraźliwie, po czym ruszył w moją stronę rozwścieczony. Z trudem uniknąłem spotkania twarzą w twarz z jej szponami. Kiedy nie trafiła w swój cel lekko się zachwiała,co ja wykorzystałem na swoją korzyść. Wykonałem pchnięcie Orkanem, a Erynia rozpadła się w pył. Rozejrzałem się dookoła, sprawdzając jak radzi sobie Hazel i Nico. Hazel w momencie, w którym na nią spojrzałem zadała ostateczny cios swojemu wrogowi. Podbiegłem żeby pomóc Nico, który jeszcze zmagał się ze swoim wrogiem. Zauważyłem, że Erynia w ogóle nie zwraca na mnie uwagi więc podbiegłem do niej od tyły i wbiłem Orkan prosto w jej plecy aż po samą rękojeść. Rozpadła się w pył.
Cali zziajani weszliśmy do domu. Wytłumaczyliśmy mojej mamie co się wydarzyło.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jestem jeszcze w pidżamie. Dałem kilka susów po schodach i już byłem w swoim pokoju. Podszedłem do szafy już kolejny raz tego poranka, tym razem wyjmując z niej ciuchy. Przebrałem się i z powrotem zszedłem a dół. Nalałem sobie szklankę soku po czym zasiadłem przy stole. 
- Och Percy, zapomniała bym spytać - przypomniała sobie mama - czy Annabeth przyjedzie do nas wcześniej czy dopiero w dzień urodzin?
Moja twarz posmutniała. Mama najwyraźniej to zauważyła, ponieważ już po chwili zapytała:
- Percy? Stało się coś? Jesteś jakiś smutny. - w jej głosie wyczułem nutkę niepokoju.
- Nie mamo nic się nie stało - odparłem - Ann po prostu nie może przyjechać. Jej tata miał wypadek samochodowy. Musiała się nim zaopiekować.
- Tak mi przykro. Nie smuć się. - próbowała mnie pocieszyć.
- Nie smucę się. Chodzi o to, że nie widzieliśmy się od zeszłych wakacji. Miałem nadzieje, że chociaż podczas urodzin pobędziemy ze sobą. Ale to nic. Nie martw się o mnie już się z tym pogodziłem - skłamałem.
Wcale się z tym nie pogodziłem. I jak na razie wcale się na to nie zanosiło.
Postanowiłem, że zanim pójdę spotkać się z Josh'em poćwiczę trochę grę na gitarze.Wyjąłem z szafy stary i wysłużony już instrument. Usiadłem na brzegu łóżka i zacząłem palcami szarpać struny wygrywając melodie. Na kurs gry na gitarze zapisałem się jakoś na początku wakacji. Annabeth powiedziała mi kiedyś, że strasznie lubi dźwięk   gitary. Zapisując się pomyślałem, że kiedy się spotkamy będę mógł jej coś zagrać. Najwyraźniej będę musiał z tym trochę poczekać. 
Nie zauważyłem jak od dłuższej chwili przygląda mi się mama.
- Pięknie grasz - powiedziała - nigdy nie powiedziałeś mi dlaczego tak nagle zapisałeś się na ten kurs. Dlaczego? - uśmiechnęła się.
- Annabeth strasznie lubi dźwięk gitary. To miała być niespodzianka kiedy przyjedzie, ale musi trochę poczekać. - powiedziałem cicho.
- Na pewno będzie bardzo szczęśliwa kiedy posłucha jak grasz. - i wyszła z pokoju.
Do spotkania zostały mi jeszcze 3 godziny. Chwyciłem Orkan i zdjąłem skuwkę. Moim oczom ukazał się długi jak moje ramie i połyskujący w promieniach słonecznych miecz. Prezent od mojego ojca. Dokładnie przyjrzałem się rękojeści na której widniał napis Anaklysmos. Pogrążony w zadumie zdałem sobie sprawę jak dawno nie widziałem mojego przyrodniego brata Tysona. Tyson jest cyklopem. Mieszka razem z moim tatą w jego pałacu na dnie oceanu. 
Spojrzałem na zegarek. Jest już 15:30. Wziąłem z łóżka moją torbę z rzeczami na basen i ruszyłem na spotkanie z Josh'em. Czekał już na mnie pod basenem z szerokim uśmiechem na ustach. Niestety ja widziałem, że to tylko przykrywka. Zbyt dobrze go znałem i wiedziałem, że tak naprawdę coś go trapi.
- Cześć! - mruknąłem na przywitanie.
- Siema. Chodźmy już. Chcę z tobą o czymś porozmawiać. - zaczął iść w stronę plaży niedaleko basenu.
- Myślałem, że mieliśmy iść na basen. - spojrzałem w jego stronę i zaniemówiłem. Josh stał tam na środku plaży nie wiedząc co się dzieje. Nad jego głową jasno świecił znak. Jakby hologram. Ale ja wiedziałem, że to nie był hologram. Josh właśnie został uznany przez swojego boskiego rodzica. Co jeszcze dziwniejsze znak nad jego głową miał kształt... BŁYSKAWICY!! Nie mogłem uwierzyć. Josh właśnie został uznany przez Zeusa!
-Josh - zacząłem - musimy iść do domu i to natychmiast! - pociągnąłem go za ramie w stronę domu. Na szczęście po drodze nie napotkaliśmy żadnego potwora.
Wpadłem do domu jak burza.
- Siedź tutaj i nigdzie się nie ruszaj. Jasne?? - Ja zaraz wracam.
- Okay. Okay - powiedział zdezorientowany  Josh.
Wbiegłem po schodach na górę do pokoju Nica i Hazel.
- Schodźcie na dół! Szybko! To ważne. - i wybiegłem z pokoju.
- Okay, ale co się dzieje? - spytał Nico.
- Na dole dowiesz się wszystkiego.
Wszyscy usiedliśmy przy stole. Nawet moja mama.
- Wiem, że będzie wam trudno uwierzyć, ale dobra. - zacząłem - Josh nie jest zwykłym człowiekiem. - nie dokończyłem bo odezwał się Josh.
- Jak to nie jestem zwykłym człowiekiem? Co ty bredzisz?! - wykrzyknął pytanie.
- Proszę cię nie przerywaj mi. Jak skończę to odpowiem na wszystkie twoje pytania. Okej... - kontynuowałem to co przerwał Josh - jak już mówiłem Josh nie jest zwykłym człowiekiem. Jest półbogiem. Dzisiaj kiedy poszliśmy na plaże został uznany. - skończyłem.
- Przez kogo? - zapytała Hazel.
- Eeee.... no bo on... no on.... on jest synem tego.. no - nie mogłem się wysłowić 
- No powiedz to wreszcie. - poganiała mnie mama.
- JoshjestsynemZeusa - wymamrotałem szybko.
- Czyim synem jest?
- Powoli Percy.
- Okay. Powiem wam. Josh jest synem... jest synem Zeusa. 
Po mojej wypowiedzi zapadła grobowa cisza. Wszyscy byli w gęstym szoku.
- Jeszcze raz. Możesz powtórzyć czyim jestem synem? - wyjąkał Josh.
- Jesteś półbogiem i jesteś synem Zeusa. -odparłem już pewniej.
- Co teraz? Musimy poinformować Chejrona. - powiedział Nico.
- Wiem ale nie zrobimy tego teraz. Za 10 dni są moje urodziny. Nico sam powiedziałeś, że będzie też Chejron żeby poinformować mnie o misji. Wtedy mu powiemy-zawyrokowałem.
- Chwila. Może mi ktoś wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi? Jakim półbogiem? Jakim Zeusem? I kto to jest Chejron?!- Josh niezbyt radził sobie z niewiedzą.
-Hazel możesz mu to wszystko wytłumaczyć? - powiedziałem.
-Dobrze.- zaczęła - Pewnie czytałeś kiedyś mity Greckie. Mam racje?
- No.. tak. - odparł.
- Świetnie. Jak zapewne pamiętasz w mitach występują Bogowie oraz potwory. Czasami ci Bogowie mają dzieci ze śmiertelnikami. Te dzieci nazywały się..
- Półbogowie. - wpadł jej w słowo blondyn.
- Właśnie. Kluczem do odpowiedzi na wszystkie twoje pytania jest to, że te mity to nie są mity. To wszystko jest prawdziwe. - westchnęła - Bogowie wraz ze swoją siedzibą, Olimpem przemieszczając się wraz z cywilizacją zachodu. Jak wiesz wśród bogów są ci ważni i ci mniej ważni. Wielka trójka czyli bracia Zeus - bóg niebios, Posejdon - bóg mórz i oceanów oraz Hades - bóg podziemia. Ty jesteś synem Zeusa. - zakończyła Hazel.
- Nigdy nie zastanawiałeś się dlaczego nie masz ojca? Mama pewnie mówiła ci, że wyjechał, zostawił was, albo umarł kiedy byłeś mały. Otóż nie umarł ale żyje i jest nieśmiertelny. Grzeje sobie ciepłą posadkę na Olimpie. - za oknem dało się słyszeć dźwięk rozdzierającej niebo błyskawicy - ups.. Zeus się chyba zezłościł. 
- Czekajcie. Skąd wy tyle o tym wszystkim wiecie?? -zapytał już trochę spokojniej Josh.
- My też jesteśmy herosami - odparła Hazel - pewnie chciałbyś wiedzieć kim są nasi rodzice?
Chłopak w odpowiedzi pokiwał tylko twierdząco głową.
- Moim i Nica ojcem jest Hades. - odpowiedziała mu Hazel.
- Kto jest ojcem Percy'ego? - Josh był bardzo dociekliwy.
Hazel już gotowała się do odpowiedzi, ale ją uprzedziłem.
- Moim ojcem jest Posejdon - burknąłem jakby to była dla mnie obraza.
- Fajnie czyli wszyscy jesteśmy dziećmi wielkiej trójki jeśli dobrze rozumiem?
- Tak.
- Nadal trudno mi w to uwierzyć. A co jeśli nie mówicie mi prawdy?? Chce dowodów. - powiedział bez zastanowienia Josh.
- Percy jest dzieckiem Posejdona i ma specjalny dar. Potrafi kontrolować wodę. Taki dowód wystarczy? - spytał zniecierpliwiony Nico.
- Niech pokaże. Inaczej nie uwierzę.
Wszyscy na mnie patrzyli. Wiedziałem, że jeśli mu nie pokaże to nie odpuści. Należał bowiem do osób bardzo upartych. Zatrzymałem wzrok na szklance z wodą. Chwilkę się w nią wpatrywałem a jej zawartość zaczęła płynąc w stronę Josha. Chłopak otworzył szerzej oczy. Chyba naprawdę myślał, że sobie z niego żartujemy.
- Teraz wierzysz? - spytałem.
- Tak teraz wierzę.
-Okay. Dzisiaj zostajesz u nas. Nie możemy ryzykować, że po drodze napadną cię potwory. Na górze jest twoja sypialnia.

Nie czekając na odzew z czyjejkolwiek strony ruszyłem do pokoju. Nawet się nie przebrałem tylko w ubraniach położyłem się spać. Po kilku minutach oddałem się w objęcia Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~  Cześć i czołem!!
Oto kolejny na maksa długi rozdział.
Życzę miłego czytania! PA!!

/Churka

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 6

Percy
Niestety. Hazel i Nico postanowili ruszyć za mną, zamiast dać mi chwile wytchnienia. Ja po prostu potrzebowałem się uspokoić, przemyśleć wszystko. Chciałbym móc zarzucić dzieciom Hadesa, że skłamali mówiąc iż tą imprezę organizowałem z myślą o Ann. Niestety nie mogę tego powiedzieć, ponieważ mają 100% racji. Tak bardzo chciałem się z nią spotkać, a teraz mogę sobie tylko pomarzyć. No cóż, nie można mieć wszystkiego co sie tylko chce. Poczekam do następnych wakacji albo do kolejnych urodzin Annabeth. 
Nim się obejrzałem Nico zrównał ze mną kroku.
- Stary nie załamuj się! Przecierz to jeszcze nie koniec świata. Zawsze możecie się spotkać we wakacje - próbował mnie nieskutecznie pocieszyć.
- Nie załamuje się - oczywiście skłamałem, bo tak naprawdę byłem w totalnej rozsypce -  i owszem to jest koniec świata.
- Poza tym, naprawdę wierzysz, że skoro nie wróciła do obozu w tym roku, to wróci w przyszłym?? Ja nie jestem aż takim głupcem - dokończyłem wypowiedź.
- Ok. W takim razie inaczej. Popatrz na to z innej strony spotkasz się z resztą znajomych. Annabeth to nie wszystko. - urwał na chwilę - chyba, że ty naprawdę czujesz do niej cos więcej niż tylko przyjaźń. Mam racje? 
Wiedziałem, że nie odpóści. Wiec postanowiłem powiedzieć co czuje, miałem juz dość ciągłego tłamszenia tego wszystkiego.
Stanąłem w miejscu, a Nico razem ze mną.
Zupełnie zapominając o tym, że za nami wyszli też Clairy i Josh.
- Kochasz ją?? - zapytał Nico.
Zaśmiałem się w duchu z tego pytania, ale pod wpływem emocji wykrzyknąłem na tyle głośno, że z pewnością wszyscy nasz słyszeli.
- Chcesz wiedzieć czy ją kocham tak!? - pod koniec wypowiedzi zaśmiałem się - Tak do cholery!! Kocham ją!! Kocham Annabeth Chase! Kocham dziewczynę, za którą wskoczyłem do Tartaru! - przyjaciele patrzyli na mnie jak na dziwaka. Dzieci Hadesa bo nie spodziewali się tego o czym teraz mowię, a pozostali zastanawiali się prawdopodobnie o co chodzi z tym Tartarem. -tak cholernie mi zależało żeby przyjechała. Ale nie przyjedzie. I ja nie mogę nic na to poradzić. - Głos mi się załamywał.
- Percy, my nie wiedzieliśmy. - powiedziała smutnym głosem Hazel.
- Nie mogliście wiedzieć. Nikt nie wiedzial, ale ja już tak dłużej mi mogę! Chciałem jej powiedzieć. Kiedy przyjedzie. Teraz wiem, że to nie sensu. 
Spuściłem głowę. Czułem się całkowicie bezradny. Taki wybrany z chęci do życia.
- Skoro ją kochasz to walcz Percy!! Chcesz to tak zostawić?? Przyjaźnicie się odkąd mieliście 12 lat! To ci nie wystarcza?? - zaczął krzyczeć tym razem Nico. Josh i Clairy przyglądali się całej tej sytuacji ze zdziwieniem.
-  Nie chodzi o to czy mi to wystarcza, czy nie wystarcza. Gdyby chciała czegoś więcej niż przyjaźni powiedziałaby mi to - odpowiedziałem już normalnym głosem.
- Percy, jeśli mogę się wtrącić. Jak ja moje oko może ona tak samo jak ty po prostu się boi.- powiedziała niepewnie Clairy z lekkim pokrzepiajacym uśmiechem na ustach.
- Nieważne. Nie chcę wiecej o tym rozmawiać. - westchnąłem cicho - Nico, Hazel musimy już iść mama zapewne czeka już z kolacją. Ruszylismy do domu. Razem z mamą mieszkaliśmy w małym domu, który w zupełności odpowiadał naszym potrzebą. W czasie wakacji za domem w ogrodzie stał basen pełen wody. Bo czy wyobrażacie sobie dom dziecka Posejdona, w którym nie ma basenu? Jeśli tak uważacie to jesteście doprawdy śmieszni.
Po tym jak wspólnie dotarliśmy do domu, razem z moją mamą zjedliśmy kolację i wszyscy udali się do swoich pokoi. Wziąłem szybką kąpiel  i położyłem się do łóżka biorąc wcześniej z biurka odtwarzacz MP3. Przed zaśnięciem odsłuchałem kilka piosenek mojego ulubionego zespołu " The Neighbourhood " później pamiętam tylko jak zasnąłem.


Obudziłem się rano i jeszcze w pidżamie zszedłem na dół napić się wody. Nie ukrywam odrobinę się zdziwiłem kiedy w kuchni zastałem Hazel. Z tego co zauważyłem też była jeszcze w pidżamie. Stała przy kuchence i coś smażyła.
- Hej. Jak się spało?? - zagadnąłem ją.
- Świetnie. Macie bardzo wygodne łóżka. Masz może ochotę na naleśniki?? - odparła wesoło. Czasami poważnie się zastanawiał skąd w tej dziewczynie tyle energii i radości do życia.
- Chętnie spróbuje. Nie wiedziałem , że potrafisz gotować.
- Bo nie potrafie. Naleśniki i woda to chyba jedyne rzeczy, których nie przypalam. - w jej głosie było czuć ironię.

Usiedliśmy przy stole po czym powoli zaczęliśmy przeżuwać naleśniki z Nutellą. Były naprawdę dobre, Ann byłaby w niebo wzięta, pomyślałem. Kurcze Percy! Przestań się zadręczać. Po prostu zapomnij.
- Znowu odleciałeś Percy. - szepnęła Hazel, machając delikatnie ręką przed moimi oczami. - Cały czas o niej myślisz??
Potaknąłem twierdząco głową.
- Niby wiem, że powinienem działać jeśli chcę coś osiągnąć, ale najzwyczajnej w świecie boje się, że zepsuje naszą przyjaźń.- mruknąłem niewyraźnie.
- Nie warto tak się tym wszystkim zadręczać. Jeśli kocha to zrozumie. - uśmiechnięta powiedziała wychodząc z kuchni.
Włożyłem talerze do zmywarki i również udałem się do swojego pokoju. Wziąłem z półki laptop. Włączyłem Facebook'a i zacząłem mozolnie przeglądać posty dodawane przez moich znajomych. W prawym dolnym rogu ekranu zobaczyłem, że Josh jest dostępny na czacie. On najwyraźniej też mnie zauważył, ponieważ już po chwili mogłem odczytać wiadomość.

Josh: " Hej. Jak tam po wczorajszym??"
Znowu to samo pytanie. Ciągle tylko jak się czujesz? Wszystko dobrze? Nie nic nie jest dobrze.
Percy: "Nie za dobrze. Nie mogłem spać przez pół nocy."
Josh:  " Może chcesz się dziś spotkać? W jakimś ustronnym miejscu?"
W sumie to nie taki najgorszy pomysł. Muszę w końcu powiedzieć Josh' owi i Clairy kim jestem.
Percy: " Ok. Będę czekał na ciebie o 16:00 przed basenem. Pasuje ci ta godzina??"
Josh: " Jasne. Na pewno będę. Narazie."
Użytkownik niedostępny

Odłożyłem laptop na półkę. Wstałem i podszedłem do szafy z ubraniami. Dziś dzień był nieco chłodniejszy, ale nie to mnie zdziwiło kiedy zerknąłem przez okno. W naszym ogrodzie stała......


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej to znowu ja!!
Kolejny rozdział napisany. Z powodu przypływu weny rozdziały pojawiają się tak często. W tym tygodniu planuje jeszcze przynajmniej jeden, a może nawet więcej. Zobaczy się.
Do zobaczenia!!

/Chmurka



Rozdział 5

Percy
Jechałem wzdłuż toru nie zważając na prędkość. Nie obchodziło mnie zbytnio co myśli Alice. Minęło 20 minut, a dziewczyna zapytała czy może wysiąść. Zatrzymałem się w miejscu, w którym wchodziło się na tor i poczekałem , aż Alice wysiądzie. Odczekałem chwile, a ona w tym czasie pośpiesznie opuściła samochodzik. Zacząłem odjeżdżać, byle tylko jak najdalej od niej. Ostatnio zauważyłem, że ta znajomość robi się niezdrowa, więc postanowiłem, że przy najbliższej okazji pogadam z nią o tym. Moje rozmyślania pochłonęły mnie tak bardzo, że nie zauważyłem nawet kiedy przejechałem niebezpiecznie blisko Nica i Clairy. Wykonałem gwałtowny ruch kierownicą, tym samym lądując przodem go-karta w barierce, która oddzielała tor od reszty pomieszczenia. Nico błyskawicznie wysiadł ze swojego pojazdu i podbiegł do mnie. Zauważyłem, że zaraz za nim biegną Hazel z Josh'em, a na samym końcu Alice i Clairy. Wszyscy zebrali się wokół mnie.
- Stary! Nic ci nie jest?! - zapytał z niepokojem Nico.
- Nie. Nic mi nie jest - odpowiedziałem.
- Oczywiście, że nic mu nie jest! Nasz Percy jest przecież niezniszczalny! - wykrzyknął z nutką rozbawienia Josh, na co Hazel parsknęła śmiechem.
Niespodziewanie poczułem jak ktoś rzuca mi się na szyję. Pochwyciłem w mgnieniu oka, że to była Alice. Nie bawiąc się w uprzejmości. Niezbyt delikatnie ją od siebie odtrąciłem i zapytałem z oskarżeniem w głosie:
- Co ty do cholery jasnej odwalasz?! - tego było już za wiele. Nie będę czekał z rozmową. Zrobię to tutaj na oczach ich wszystkich.
- Percy, ja przepraszam nie wiem co się ze mną dzieje - odpowiedziała, a jej głos brzmiał jakby błagała żebym jej nie zabijał.
- Nie wiesz co się dzieje, tak?! - teraz to już dosłownie się darłem - Ja ci powiem co się dzieje! Przystawiasz się do mnie od dobrych 2 tygodni. Kleisz się, wykorzystujesz każdą najdrobniejszą sytuacje! - widziałem jak w jej oczach wzbierają łzy - Próbowałem dyskretnie dać ci znać, że masz się ode mnie odwalić, ale albo jesteś tak tępa, że tego nie widzisz albo nie chcesz widzieć! Mam tego dość! Powiem więcej - mój ton się już uspakajał - nawet nie jest mi przykro, że mówię ci to tutaj w obecności naszych znajomych.
Wszyscy byli zdezorientowani. Najbardziej chyba Josh i Clairy, którzy uznawali mnie za człowieka, który zawsze panuje nad swoimi emocjami. Wyszedłem z samochodziku, kiedy odezwała się moja komórka. Nigdy w życiu nie spodziewałbym się tego od kogo była wiadomość ani jaką treść mogła zawierać. Postanowiłem odczytać ją od razu. Miałem przeczucie, że nie ma w niej nic z czego byłem zadowolony, a moje nerwy były i tak już doszczętnie zniszczone. Poczułem kolejną falę złości. Treść SMS'a brzmiała:

"Percy strasznie mi przykro, ale nie mogę pojawić się na twoich urodzinach. Mój tata miał wypadek samochodowy, a ja muszę się nim zająć dopóki nie wróci do zdrowia. Naprawdę bardzo mi przykro, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Twoja najlepsza przyjaciółka Annabeth."

Znajomi przypatrywali mi się w milczeniu zastanawiając się co takiego zawierał SMS. Czułem jak moja twarz tężeje i z wyrazu opanowania nie zostaje już nic. Nie wytrzymałem i wydarłem się na całe gardło.
- KURWA!!!!!! - czy to mógł być gorszy dzień? Otóż nie.
- Co się stało Percy? - zapytała Hazel. Od razu kiedy na nią popatrzyłem wyraz mojej twarzy złagodniał.
- Na urodzinach nie pojawią się dwie osoby - warknąłem -Nie będzie Alice i... - zrobiłem krótką przerwę - Annabeth. Jej tata miał wypadek samochodowy.
Miny Nica i Hazel wyrażały zrozumienie, a Josh'a i Clairy pytanie. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Po prostu opadłem na podłogę i oparłem się o filar. Zamiast mnie na pytające spojrzenia zdołała odpowiedzieć Hazel.
- Annabeth to nasza przyjaciółka. Mieszka w San Francisco. Widują się tylko raz do roku na dwa miesiące. Kiedy oboje wyjeżdżają do takiego letniego obozu. W tym roku Annabeth postanowiła, że nie jedzie więc Percy też został tutaj. Jedyną szansą na spotkanie w tym roku były urodziny Percy'ego. Josh sam dobrze wie, że mieli być wszyscy nasi najlepsi przyjaciele. Wiecie takie grupowe spotkanie. Teraz Ann nie może przyjechać -powiedziała - a mnie się wydaje, że dla Percy'ego to był najważniejszy cel tej imprezy. - dodała już prawie niesłyszalnie.
- Hazel ma racje. - dokończył Nico - Kiedyś Percy nigdy nie wyprawiał urodzin. Zawsze najpierw wszyscy odpalaliśmy świeczki na torcie, a później razem z Annabeth zaszywali się gdzieś. Nigdy nikt ich nie znalazł. - zakończył na dobre swoją wypowiedź.

Nie mogłem już dłużej tego słuchać. Podniosłem się na nogi. Wziąłem z podłogi telefon, a raczej jego części, ponieważ w nerwach rzuciłem nim o podłogę. Zwartym krokiem ruszyłem w stronę domu. Nie czekałem na Nica i Hazel. Wiedziałem, że znają drogę do domu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam!
Dziś kolejny rozdział naszego Percabeth. Szczerze? Wkurzała mnie już Alice.
Dzięki za uwagę i pa!!                         CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!  

/Chmurka

czwartek, 21 kwietnia 2016

Rozdział 4

Percy
Tymi osobami byli Nico Di Angelo i Hazel Lavesque. Na brodę Zeusa co oni tutaj robią? Kiedy tylko otrząsnąłem się z pierwszego szoku powiedziałem:
- Hazel, Nico co wy tu robicie jeśli mogę wiedzieć? - uśmiechnąłem się do nich promiennie.
- Hej, Percy! - Nico prawie wykrzyknął te słowa - Lepiej ci już? Te Ogary naprawdę poważnie cię pokiereszowały. Zjawiliśmy się z Hazel w samą porę.
Na jego słowa ja tylko cicho westchnąłem.
- Tak masz racje pokiereszowały, ale czuje się już lepiej. Myślałem, że uda mi się pokonać wszystkie pięć, ale niestety podołałem tylko dwóm - mimo, że czułem się już lepiej to nadal mój głos był zmarnowany.
- Było ich więcej?! My z Nico ledwo pokonaliśmy pozostałe trzy, a ty nam mówisz, że pokonałeś dwa całkiem sam?- gwałtowna reakcja Hazel wywołała tylko cichy i zduszony śmiech Nica.
- No tak. Co miałem innego zrobić? Nie mogłem przedostać się do domu bo zastawiły wejście do drzwi.
- Dobrze zakończmy tę sprawę. Jeśli chcecie możecie zostać z Percy'm jeszcze chwilę, tylko nie męczcie go już pytaniami. Jasne?? - zawyrokowała mama.
- Tak pani Jackson - powiedziały chórem dzieci Hadesa/Plutona co w ich przypadku wyglądało dziwnie komicznie - Nie będziemy zadręczać Percy'ego pytaniami - dokończyła wypowiedź już sama Hazel.
- W porządku. Zaraz przyniosę wam jakieś kanapki - odpowiedziała mama i wyszła do kuchni, zostawiając nas samych.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że mam na sobie wczorajsze ciuchy, ale postanowiłem, że przebiorę się za chwilę. 
- Jak długo byłem nieprzytomny?? - zapytałem już pewniejszym głosem.
- Jakieś dwa dni. Przez chwilę myśleliśmy, że już się nie obudzisz - odparł Nico i jakby trochę zmarkotniał.
- Fajnie czyli dzisiaj jest już 2 sierpnia jeśli się nie mylę, prawda?
- Zgadza się. Miałeś szczęście, że akurat wybieraliśmy się do ciebie z wizytą. Mamy ci do przekazania kilka informacji - znowu odezwała się Hazel - Więc tak... - lecz nie zdążyła dokończyć bo jej przerwałem.
- Nie zaczyna się zdania od "Więc" - wiem, że poprawianie jej było zbędne, ale miałem ochotę kogoś poprawić.
- Dobrze. Pierwsza informacja dotyczy pewnej misji z obozu. Zostanie ona przydzielona tobie i jeszcze jednej osobie. Wszystkie szczegóły poznasz podczas swojej imprezy urodzinowej - tak Hazel i Nico byli zaproszeni.
- Po drugie - kontynuował Nico - Zostajemy tuta z tobą, aż do końca wakacji. Chejron zarządził, że podczas pobytu poza obozem powinniśmy poruszać się w małych 2 lub 3-trzy osobowych grupkach, ponieważ potwory wykazują większą aktywność w ostatnim czasie. To dlatego przed twoim domem pojawiło się, aż pięć Piekielnych Ogarów.
Zostają ze mną przez resztę wakacji. Fajnie. Poznają moich znajomych i pomogą mi w przyjęciu.
- Co na to moja mama?? Wie o wszystkim czy dopiero macie zamiar jej powiedzieć?? - zapytałem.
- Twoja mama o wszystkim jest już poinformowana. Będziemy mieszkać w waszym domu w pokoju gościnnym. Mam nadzieję, że nie jesteś zły?? - Powiedziała bez chwili oddechu Hazel.
- Nie to świetnie. Fajnie mieć obok kogoś kto wie o wszystkim i nie trzeba się przed nim ukrywać - odparłem z uśmiechem.
- Przecież twoja mama też o wszystkim wie - wypalił Nico.
- No niby tak ale wy siedzicie w tym tak samo jak ja. Wiecie dokładnie jak to jest, mama może się tylko domyślać - bąknąłem.
-Co prawda to prawda.
- Ok. To my cię tutaj zostawiamy, a ty się ogarnij. Był tutaj twój przyjaciel. Josh jeśli się nie mylę. Powiedział, że dzisiaj chcę się z tobą spotkać w parku i z resztą. Tak to dokładnie ujął - na twarzy Hazel dostrzegłem jakby cień smutku.
No tak pewnie myśli, że ja wyjdę i zostawię ich samych. Nie ma szans. Idą ze mną i poznają moich przyjaciół.
- Pójdziecie ze mną? Oczywiście jeśli macie ochotę - zapytałem nieśmiało.
- Oczywiście!! - wykrzyknęła Hazel, ale po chwili się opanowała i już spokojniejszym głosem powiedziała - To znaczy... tak, jasne jeśli chcesz.
Uśmiechnąłem się do siebie w duchu. Wiedziałem, że Hazel jest bardzo otwartą osobą i uwielbia zawierać nowe znajomości. Kiedy wyszli z pokoju ostrożnie wstałem (o dziwo już bez bólu głowy) i podszedłem do szafy z ubraniami, z której wyjąłem luźną koszulkę, jeans'owe spodenki do kolan i moje ulubione trampki. Wziąłem ciuchy i poszedłem pod prysznic. Po 5 minutach kiedy byłem już gotowy, wszedłem do kuchni i usiadłem przy stole. Wszyscy jedli w ciszy. Nikomu nie przeszkadzało to, że jest cicho. To była jedna z tych cisz przy której każdy pogrąża się w myślach. Podczas jedzenia dostałem wiadomość od Josh'a. Mieliśmy się spotkać dokładnie za godzinę w parku, tam gdzie zawsze. W tym czasie postanowiliśmy wraz z Nico i Hazel pójść na lody. Wiem, że to dziecinne, ale z niektórych nawyków się nie wyrasta. Wstałem od stołu i wszedłem do pokoju po Orkan. Ponieważ lodziarnia była niedaleko od domu po niecałych 2 minutach drogi byliśmy na miejscu. Ja kupiłem dla siebie 2 gałki lodów czekoladowych i jedną waniliowych. Nico 2 cytrynowe, a Hazel 3 truskawkowe. Zapłaciliśmy za nasze zamówienia i powolnym krokiem udaliśmy  się do parku gdzie mieliśmy spotkać znajomych. Zostało nam pół godziny więc kiedy po 20 minutach dotarliśmy na miejsce nikogo nie zastaliśmy. Poczekaliśmy kilka minut i pojawiła się Clairy, późnej Josh a na samym końcu Alice.
Najpierw sam przywitałem się ze wszystkimi, ale widząc pytające spojrzenia przyjaciół przypomniałem sobie, że jeszcze ich sobie nie przedstawiłem.
- Właśnie. Zapomniałem was przedstawić. - zacząłem - Josh, Alice, Clairy to są Nico oraz Hazel. Nico, Hazel to są Josh, Alice i Clairy.- patrzylem na nich niezbyt pewnie , tak jakby mieli zaraz skoczyć sobie do gardeł. Co mnie zdziwiło pierwszy odezwał się Nico.
- Cześć. Więc ja jestem Nico i jestem kuzynem Percy'ego - w wypowiedź Nico wtrąciła się niespodziewanie Hazel - A ja jestem jak już wiecie Hazel i jestem kuzynką Percy'ego. - posłała w stronę Josh'a promienny uśmiech.
On go odwzajemnił co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło.
- Miło was poznać. Percy nigdy nie wspominał, że ma kuzynkę.... I kuzyna rzecz jasna. - na Zeusa!! Czy mi się wydaje czy Josh się właśnie rumienił?! 
Po tym komentarzu ze strony Josh'a zapadła cisza, którą postanowiłem przerwać.
- Tak masz rację nie wspominałem, że mam kuzynkę i kuzyna , ale teraz już wiecie. Kolejna wiadomość jest taka, że Nico i Hazel zostają u mnie do końca wakacji. Mam nadzieje, że nie będziecie mieć nic przeciwko jeśli przyłączą się do naszej paczki? - powiedziałem na jednym wydechu.
- Oczywiście, że nie. Chętnie lepiej ich poznamy - tym razem odezwała się Clairy - zwłaszcza Josh - mruknęła ledwo dosłyszalnie.
Przez chwilę zastanawiałem się jakie mamy plany na dzisiaj. Kiedy już miałem zaproponować basen odezwał się Nico.
- Mam pomysł! Może zamiast tak tutaj sterczeć, pójdziemy na 
go-karty? - widac, że Nico ożywił się kiedy usłyszał pomruki zgody ze strony naszych towarzyszy.
Wszyscy ruszyliśmy w stronę budynku, w którym można było pojeździć. Było nas trochę sporo więc Hazel zajęła jeden z samochodzików do niej prawie od razu dosiadł się Josh. Nico zajął kolejny, a wraz z nim usiadła Clairy. Na końcu toru dostrzegłem jeszcze jeden samochodzik wiec od razu poszedłem w jego stronę. Kiedy wygodnie usiadłem dosiadła  się do mnie Alice. No tak wszyscy z kimś usiedli a ona została sama razem ze mną. Posłałem w ich stronę spojrzenie bazyliszka. Uwierzcie mi na słowo, że gdyby spojrzenie mogło zabijać to w sali byłyby teraz cztery trupy. Kiedy Hazel i Josh pochwycili moje spojrzenie, niby ukradkiem zerkneli na siebie i wybuchneli gromkim śmiechem. Na ten widok wszyscy spojrzeli się na nich, a kąciki ich ust podniosły się nieznacznie. Wygląda na to, że mają bardzo podobne poczucie humoru. Znalazło się dwoje żartownisiów od siedmiu boleści. Złapałem się tylko za głowę w akcie załamania. Widzac, że nie mam żadnego wyjścia zacząłem naciskać powoli pedał gazu i ruszylem wzdłuż toru.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Cześć! Tak to ja już drugi raz w tak krótkim czasie. Ze względu, że dziś niespodziewanie pojawiła się przypływ weny pojawił się ten rozdział. Jest chyba najdłuższy do tej pory i jestem z niego zadowolona. Życzę miłego czytania!         CZYTASZ=KOMENTUJESZ!! 

/Chmurka

Rozdział 3

Percy
Nie zdążyłem mrugnąć a przed moim domem pojawiło się pięć Piekielnych Ogarów. W kilka sekund opracowałem plan ataku. Schowałem się za jednym z samochodów, odczekałem chwile i natarłem na pierwszego z potworów, tego który stał najbliżej mnie a na dodatek był odwrócony do mnie plecami. Wbiłem Orkan w szczelinę między płytami spiżu, aż po samą rękojeść. Pierwszy z potworów obrócił się w pył, co nie umknęło uwadze czterech pozostałych. Kiedy zwróciły łby w moją stronę poddałem się adrenalinie zostawiając rozsądek daleko w tyle i wykrzyknąłem w stronę potwora:
- Hej wielka kupo spiżu!! Twój tyłek jest tak wielki, że z całą pewnością nie dasz rady mnie pokonać!!! - tak wiem, że ten tekst brzmi jak z jakiegoś taniego bollywoodzkiego filmu, ale w tamtej chwili to było najlepsze na co mogłem się zdobyć.
W sumie nie mogę narzekać bo otrzymałem zamierzony efekt. Wszystkie cztery potwory rzuciły się w moją stronę niemalże jednocześnie. Wykorzystując to, że jeden z nich był po mojej lewej stronie a pozostałe trzy po prawej, kiedy były już wystarczająco blisko odskoczyłem kilka kroków w tył tak, że dwa z nich zderzyły się swoimi potężnymi głowami. korzystając z tego, że były w amoku wbiłem temu po prawej miecz prosto w oko przez co już drugi z nich rozpadł się w pył. "Ok, Percy. Jeszcze tylko trzy dasz radę! Pokonałeś Kronosa A nie dasz sobie rady z trzema ogarami?" Pogrążyłem się w takich myślach nie zauważając tego jak jeden z pozostałych Ogarów biegnie prosto w moją stronę, ale było już za późno. Ogar z zawrotną prędkością trzasną we mnie. Potem czułem jak upadam. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. To koniec. Perseusz Jackson, który niegdyś uratował Olimp, teraz zginie pokonany przez Piekielne Ogary.


Otworzyłem oczy, lecz od razu zamknąłem je z powrotem. Światło jeśli się nie myliłem słoneczne oślepiło mnie. Podjąłem kolejną próbę, tylko tym razem udało się. Rozejrzałem się po pokoju, dla sprecyzowania mojego pokoju choć nie wiem jakim cudem się w nim znalazłem. Spróbowałem podnieść się z łóżka, ale ból głowy postanowił o sobie przypomnieć, co spowodowało, że tak szybko jak chciałem wstać tak szybko się położyłem. Biorąc pod uwagę, że nie mogłem wstać postanowiłem krzyknąć z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy. Niestety z mojego gardła wyrwał się tylko nienaturalnie zniekształcony pomruk. Wiedziałem, że mama tego nie usłyszy. "No dalej Percy myśl, może nie jesteś Annabeth, ale na pewno coś wymyślisz" i miałem racje postanowiłem, że z szafki stojącej tuż obok mojego łóżka zrzucę kilka książek, które miałem w planie przeczytać podczas wakacji. Strąciłem książki a huk przez nie wywołany przywołał mamę do pokoju. Kiedy zobaczyła, że się już obudziłem podeszła "ba" wręcz podbiegła do mnie i zaczęła sprawdzać czy nie mam gorączki i jakieś inne rzeczy, które nie wiem do czego miały służyć.
- Hej synku, dobrze się czujesz? - biorąc pod uwagę fakt iż nie byłem w stanie nic a nic powiedzieć pokazałem jej na migi, że potrzebuje się czegoś napić.
Zrozumiała moją prośbę i po niespełna 2 minutach wróciła ze szklanką wody. Podziękowałem jej kiedy niespodziewanie do pokoju wszedł jeszcze ktoś. A raczej dwa ktosie. Tymi osobami byli...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To znowu ja!! 
Już na samym początku przepraszam, że rozdział pojawia się dopiero teraz, ale egzaminy gimnazjalne.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i wybaczycie. Notka może do najdłuższych nie należy, ale nie miałam głowy napisać czegoś dłuższego.
                                                             CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!
/Chmurka


sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 2

Percy
Obudziłem się o 7:30. Nie dałem rady dłużej spać. Całą noc męczyły mnie sny. Co w moim przypadku nie jest niczym dobrym, bo sny herosów to najczęściej koszmary. Lecz dzisiaj było zupełnie inaczej, Śniła mi się Annabeth, kiedy byliśmy w obozie, dokładnie nasze pierwsze spotkanie. Powiedziała mi wtedy, że nie wie jeszcze czy mnie nienawidzi, czy wręcz przeciwnie, lubi. Z tych rozmyślań wyrwała mnie chęć napisania do Annabeth, ale oczywiście nie SMS'a. Komórki przyciągają potwory. Nie musicie się bać przyciągają je tylko do herosów wam raczej nic nie będzie, chyba, że oślepniecie od ciągłego gapienia się w nie. Postanowiłem wysłać jej wiadomość na Messengerze. Wiedziałem, że już nie śpi, dzieci Ateny tak mają. Chwyciłem za laptopa i napisałem:

Percy: "Hej"
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, jak zwykle miałem racje nie spała.
Annabeth: "Hej, Glonomóżdżku. Od kiedy to tak wcześnie wstajesz? Zwykle trzeba huraganu żeby cię obudzić."
Ach tak. Zapomniałem wspomnieć, że Ann nazywa mnie Glonomóżdżkiem.
Percy: "Nie mogłem spać. Trochę tu nudno bez was wszystkich. A tak w ogóle to nie moja wina, że odziedziczyłem taki twardy sen po tacie!"
Tak nawiasem mówiąc moim ojcem jest Posejdon.
Annabeth: "Tak?? Bardzo ciekawe z tego co wiem to Posejdon jest bogiem mórz, a nie bogiem snu. Co u ciebie słychać??
Percy: "W sumie to nic nowego. Organizuje 15 sierpnia imprezkę urodzinową. Będą wszyscy nasi przyjaciele z obozu i kilku moich znajomych ze szkoły. wpadniesz??"
Annabeth: " Pytasz a wiesz, że nie mogłabym tego przegapić."
Percy: "Fajnie. Ok muszę kończyć mam niedługo spotkanie ze znajomymi. Pa!!"
Annabeth: Hej.
Użytkownik niedostępny 

Fajnie, że Annabeth może wpaść. Odruchowo spojrzałem na zegarek w laptopie. Cholera!! Umówiłem się ze znajomymi na 11 a jest już 10:15. Biorę z szafy pierwszy lepszy T-Shirt, jeansy, bluzę i idę do łazienki. Kiedy wchodzę do salonu moja mama już czeka i podaje mi wielki talerz kanapek. Dziękuje jej i zaczynam powoli przeżuwać. Zerkam na zegarek jest 10:50, odkładam talerz do zmywarki, sprawdzam czy na pewno mam długopis w kieszeni (Percy po co ci długopis? Otóż to nie jest zwyczajny długopis, kiedy się go odetka zamienia się w miecz z niebiańskiego spiżu) i wychodzę z domu.
Po 10 minutach docieram do parku gdzie czekają już na mnie Josh, Kate, Alice, Clairy.
Witam się ze wszystkimi i przysiadam na ławce obok Alice. Jest to niewysoka szatynka o piwnych oczach. Jak zwykle patrzy na mnie jakby robiła sobie jakieś nadzieje na coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie mówi tego otwarcie ale ja na razie nie potrzebuje dziewczyny, albo po prostu jeszcze nie wiem, że kocham kogoś innego? Z takich rozmyślań wyrwał mnie rozbawiony głos Josh'a, który krzyknął do mnie, że z taką miną wyglądam jakbym się w kimś zakochał. Puściłem jego uwagę mimo uszu i wdałem się w żwawą dyskusje o tym co dziś robimy. Rzuciłem propozycje pójścia do kina, wszyscy ochoczo przytaknęli głowami. Najbardziej zachwycona była Alice, pewnie już układa plan jak złapać mnie za rękę w kinie albo coś w tym stylu.Trudne zadanie bo przy komedii będzie raczej mało strasznych momentów.
Po piętnastu minutach dotarliśmy do najbliższego kina. W czasie kiedy pozostali zajmowali się wyborem filmu, ja podszedłem do budki, w której można kupić popcorn i zamówiłem jeden mały dla siebie i jeden mega duży dla pozostałych. Wróciłem do przyjaciół, zdążyli już wybrać film. Oczywiście była to komedia czego się spodziewałem, ponieważ Josh jest znany ze swojego świetnego poczucia humoru.
Weszliśmy do sali kinowej i zajęliśmy miejsca. No tak jak zwykle przed filmem jeszcze 20 minut reklam, podczas których cały mój popcorn zniknął. Dopiero kiedy zaczął się film zorientowałem się kto siedzi obok. Chyba powinienem zostać jakimś detektywem albo wróżbitą, bo obok mnie siedziała Alice. Dyskretnie wsunąłem się w sam róg fotela jak najdalej od niej. Wolałem unikać nieprzyjemnych sytuacji. 
Reszta filmu minęła spokojnie jeśli nie liczyć wielokrotnych salw śmiechu ze strony widowni. Kiedy film się skończył wszyscy wyszliśmy z kina, pożegnaliśmy się i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Droga do domu przebiegła w spokoju, ale ja miałem przeczucie, że jest za spokojnie. No i oczywiście wróżbita Percy miał rację. Przed samym nie zdążyłem mrugnąć a przed moim domem pojawiło się.... 




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Co się pojawiło dowiecie się już w kolejnym rozdziale!!
Powie szczerze z rozdziału jestem nawet zadowolona. Jeśli macie jakieś propozycje, zapraszam do komentowania!
Dajcie znać czy chcecie też coś z perspektywy Annabeth.

                                                   CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!
/Chmurka

piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 1

  Percy
Jak wyobrażaliście sobie bycie herosem?? Myślicie, że to coś fajnego? Otóż, nie. Nie ma   w tym niczego fajnego. Okej może i mamy czasem jakieś super fajne moce, ale jest       jedna rzecz, za którą z chęcią oddałbym moją moc. Chciałbym żeby potwory przestały     napadać na mnie i moich przyjaciół oraz wszystkich półbogów. Codzienna walka to nic     przyjemnego w porównaniu do waszych problemów. Wy wstajecie do szkoły spędzacie tam dzień i beztrosko wracacie do domu. Ja wstaje rano, wychodzę z domu walczę z potworem. Wracam ze szkoły walczę z potworem.Herosi tak mają. Zmieniamy szkoły jak rękawiczki. Mamy ADHD i dysleksje, nasz umysł jest zaprogramowany na starożytną grekę. Ale jest jedno miejsce, w którym czujemy się względnie bezpieczni. Obóz półkrwi. To tam uczymy się walki z potworami oraz kontrolowania naszych umiejętności. Jest jeden drobny problemik, dosłownie taki tyci tyci problemik. Obóz jest tylko we wakacje. Owszem niektórzy zostają tam na cały rok, ale ja mam rodzinę, której nie chcę zostawić, nawet za cenę tego, że nie mogę widzieć się z przyjaciółmi.
Jest już koniec lipca. Brakuje mi Annabeth, Grovera, Thali i całej reszty z obozu. Nie myślcie sobie, że nie mam przyjaciół czy coś podobnego. Owszem mam przyjaciół, a w zasadzie jednego, takiego najlepszego pod słońcem, Josh'a. Josh jest blondynem mojego wzrostu. Chodzimy razem do szkoły, której nazwy mimo iż chodzę tam już cały rok nadal nie jestem w stanie wymówić i szczerze wątpię czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić. Codziennie spotykam się z Josh'em, który pomaga mi planować moją urodzinową imprezę. Tak wiem, że moje urodziny wypadają dopiero 18 sierpnia, ale to ma być czadowa imprezka. Ma być Annabeth, Grover, Josh ,Thalia, Nico, tak pogodziłem się z nim i cała reszta moich najlepszych przyjaciół. Josh nie wie kim jestem i póki co tak właśnie ma zostać. Boje się, że kiedy się dowie odwróci się ode mnie, a ja zostanę sam. Jutro mamy w planach spotkać się z resztą naszej paczki, którzy oczywiście też mają pojawić się na urodzinach. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej.
A więc jest pierwszy rozdział. Początek opowieści może nie zachęca ale mam nadzieje, że ktokolwiek przeczyta moje wypociny. Kolejny rozdział prawdopodobnie w niedziele więc oczekujcie!
                                             CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!  
/Chmurka

Bohaterowie


                                                       Percy Jackson
                                                  Boski rodzic: Posejdon
                                       Zdolności: potrafi panować nad wodą



                                                       Annabeth Chase
                                                     Boski rodzic: Atena
                                              Zdolności: jest bardzo mądra
   
                                                             Josh Hill
                                                  Boski rodzic: nieznany
                                                    Zdolności: nieznane


                                                        Hazel Lavesque 
                                                Boski rodzic: Pluton/Hades
                                         Zdolności: potrafi przyciągać klejnoty


                                                          Thalia Grace
                                                      Boski rodzic: Zeus
                                         Zdolności: potrafi wzywać błyskawice


                                                          Nico Di Angelo 
                                                      Boski rodzic: Hades
                                    Zdolności: Potrafi wzywać armie kościotrupów


                                                          Jason Grace 
                                                   Boski rodzic: Jupiter/Zeus 
                         Zdolności: potrafi kontrolować powietrze i wzywać błyskawice


                                                           Piper McLean
                                                     Boski rodzic: Afrodyta
                                                      Zdolności: czarmowa 


                                                       Posejdon/Neptun
                                                            Bóg mórz


                                                       Atena/Minerwa
                                                        Bogini mądrości


                                                        Grover Undrwood
                                                                 Satyr


                                                         Zeus/Jupiter
                                                          Bóg niebios


                                                              Tyson
                                                              Cyklop
                                                    Boski rodzic: Posejdon


                                                         Luke Castellan
                                                     Boski rodzic: Hermes

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To znowu ja! Tym razem przedstawiam wam bohaterów. Jeśli macie jakieś uwagi dajcie znak w komentarzu, a na pewno zostanie to poprawione.
Hej!
/Chmurka